Górnik ZabrzeOfficial Site
Ekstraklasa
http://um.zabrze.pl/http://adidas.pl/footballhttp://allianz.pl/https://www.sts.pl/?utm_source=kampania&utm_medium=baner&utm_content=logo_top&utm_campaign=GornikZabrze

Media o Górniku: To on gasi "pożary" na każdym zgrupowaniu kadry. Cichy bohater reprezentacji

13/10/2017 12:16 Autor: Górnik Zabrze powrót do listy
Media o Górniku: To on gasi "pożary" na każdym zgrupowaniu kadry. Cichy bohater reprezentacji

Z trenerem Adamem Nawałką poznaliśmy się wiele lat temu w GKS Katowice, a on już wtedy celował w europejskie puchary i Ligę Mistrzów. Mówił: "Bartek, jeśli nie tutaj, to gdzie indziej, ale razem osiągniemy wielki sukces" - opowiada Bartłomiej Spałek, fizjoterapeuta reprezentacji Polski w rozmowie

Awans reprezentacji Polski na mistrzostwa świata, to również twój kolejny wielki sukces.
- Po raz drugi będę mógł pracować z kadrą na wielkim turnieju. Coś fantastycznego. Rok temu przeżyłem niesamowitą przygodę podczas Euro we Francji. Teraz czeka nas mundial. Awans na turniej w Rosji był kolejnym celem, który zrealizowaliśmy, ale wierzę, że to nie jest nasz szczyt możliwości. Cieszę się, że mogę być członkiem tej reprezentacji. Super, że mogliśmy dać tyle radości polskim kibicom. Na ten wynik zapracowali piłkarze, ale też cały sztab trenerski oraz medyczny. My w składzie: ja, doktor Jacek Jaroszewski, Wojtek Herman i Paweł Ptak, też dołożyliśmy małe cegiełki do sukcesów reprezentacji.

Z całym sztabem Adama Nawałki przeszliście do historii. Jako pierwsi wprowadziliście naszą drużynę na mistrzostwa Europy i świata.
- Z trenerem Nawałką pracuję już od dziewięciu lat. Zawsze wiedziałem, że to człowiek sukcesu. Od pierwszego dnia, kiedy go spotkałem, zaczął mi wpajać, że najważniejszy jest ciągły rozwój, że nie można się zadowalać tym, gdzie jesteśmy teraz i co do tej pory osiągnęliśmy. Poznaliśmy się w GKS Katowice, a on już wtedy celował w europejskie puchary i Ligę Mistrzów. Pamiętam jego słowa: "Bartek, jeśli nie tutaj, to gdzie indziej, ale musimy walczyć o najwyższe cele. Jesteśmy stworzeni, żeby osiągać sukcesy". Nauczył mnie, żeby nie zadowolać się pośrednimi celami i codziennie robić choćby najmniejszy krok, ale przybliżać się do naprawdę wielkich rzeczy. Nie tylko mnie, ale również innych współpracowników zaraził tym nieustannym myśleniem o zdobywaniu coraz wyższych szczytów.

Trener Nawałka jest bardzo wymagający w codziennej pracy?
- Zdecydowanie. To największy trenerski perfekcjonista, z którymi kiedykolwiek miałem do czynienia. Każdy detal musi mieć dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Nie ma u niego przypadku. Zawsze jest plan "A", plan "B", plan "C". Jak jedno nie wychodzi, to od razu wdrażany jest jeden z kilku trybów awaryjnych, wymyślonych pewnie o bardzo późnej godzinie. Bo tak wygląda nasza praca. Działamy od rana do nocy. Trenerzy często kontynuują narady, kiedy piłkarze już dawno śpią w pokojach. Na koniec każdego dni, często już w nocy, z doktorem Jaroszewskim schodzimy do selekcjonera i zdajemy raporty medyczne. Informujemy go o tym, jak się czują piłkarze, kto ma urazy oraz mikrourazy. Trener musi wiedzieć wszystko. Z boku może tego nie widać, ale to nie jest tak, że kończy się trening lub mecz, a my wracamy do hotelu i zamykamy się w swoich pokojach.

(...)
Masz dopiero 35 lat, ale na zgrupowania reprezentacji Polski zacząłeś wyjeżdżać niemal zaraz po zakończeniu studiów.
- Od dziewięciu lat jestem związany z różnymi kadrami. Od czterech pracuję w drużynie narodowej trenera Nawałki, a wcześniej w młodszych rocznikach, kierowanych przez Stefana Majewskiego lub Marcina Dornę. Zawsze chciałem pracować w najlepszych drużynach i reprezentacji. Pochodzę ze sportowej rodziny. Mój tata Wojciech od prawie 40 lat jest fizjoterapeutą w polskich klubach. Pracował m.in. w GKS Katowice, Dyskobolii Grodzisk Wlkp., a obecnie w Legii Warszawa. Z powodu meczów, wyjazdów na zgrupowania nie miał zbyt wiele dla mnie czasu, ale postanowiłem pójść w jego ślady. Można powiedzieć, że ten zawód mam we krwi.

A nie chciałeś zostać piłkarzem?
- Jako dzieciak trochę trenowałem, ale rodzice nie mieli czasu, żeby mnie wozić na treningi. Tata mi mówił: "Ty się synku lepiej ucz, na lepsze ci to wyjdzie". Jak widać miał rację.

Słyszałem, że niektórzy piłkarze mówią o tobie "szaman", inni żartobliwie porównują terapie do tortur na stole.
- "Szaman"... Nie lubię tego określenia. Nie jestem żadnym czarodziejem. Robię to, co do mnie należy. Tkanka powięziowo-mięśniowa u piłkarzy jest dosyć zbita i czasami rzeczywiście terapia może być dla nich bolesna. Na szczęście po zajęciach zawodnicy czują ulgę i często do nas wracają. Wiedzą, że to im pomaga. Wykonuję z nimi terapię, poprawiającą elastyczność tkankową, ruchomość stawową oraz mobilność.

Cały czas czas uczę się nowych technik. Tak samo jak nasi reprezentanci dążą do tego, żeby być najlepsi w swoim fachu, tak samo ja chcę być numerem jeden w swojej dziedzinie. Wciąż się dokształcam, jeżdżę na szkolenia. Nawet tuż przed ostatnim zgrupowaniem kadry, byłem na czterodniowym kursie w Poznaniu. Za miesiąc czeka mnie kolejny. Jak tylko mogę, to pogłębiam wiedzę. Medycyna sportowa cały czas idzie do przodu, dlatego nie mogę stać w miejscu.

Podczas zgrupowania zawodnicy często zgłaszają się do was na dodatkowe zajęcia na stole?
- Jesteśmy do ich dyspozycji o każdej porze dnia i nocy. To nie jest tak, że muszą się o cokolwiek prosić. Wiedzą, że w każdej chwili mogą na nas liczyć. Robimy wszystko, żeby byli jak najlepiej fizycznie przygotowani do najbliższego treningu lub meczu.

Zdarza się, że podczas terapii pełnicie również role psychologów?
- Jeśli piłkarz przez godzinę lub dwie leży u nas na stole, to wiadomo, że wywiązują się różne tematy. Gadamy o sporcie, rodzinie, nieraz o życiowych problemach. Tak, można powiedzieć, że w jakiś sposób pełnimy również role psychologów. Mam świetny kontakt z piłkarzami. W ogóle atmosfera w reprezentacji jest genialna. Po każdym zgrupowaniu myślimy już o kolejnym. Tęskni się za tą pracą i tymi chłopakami. Siłą rzeczy wywiązuje się fajna więź między nami. Może nie jesteśmy przyjaciółmi, ale na pewno dobrymi kumplami.

Podczas eliminacji reprezentacja przechodziła przez różne etapy. Pamiętasz najtrudniejszy moment w swojej pracy?
- Był taki, ale w ubiegłym roku tuż przed wyjazdem na Euro we Francji. Na szczęście zakończony moim największym terapeutycznym sukcesem. W Gdańsku graliśmy mecz towarzyski z Litwą. Kilkanaście minut przed końcem meczu kontuzji doznał Kamil Grosicki. Po meczu nie mógł chodzić. To był poważny uraz stawu skokowego. Zaczęliśmy wyścig z czasem. Wykonaliśmy tytaniczną i błyskawiczną robotę. Na początek turnieju "Grosik" był już gotowy. W drugim spotkaniu z Niemcami wyszedł już w pierwszym składzie. Oczywiście bez ogromnej determinacji i charakteru "Grosika", byłoby nam znacznie trudniej. 

Tak naprawdę na każdym zgrupowaniu jest zawsze mnóstwo pracy. Od pierwszego dnia zaczynamy gasić pożary. Zawodnicy przyjeżdżają z klubów, tuż po meczach w lidze lub Champions League. Często są mocno poturbowani. Narzekają na mniejsze lub poważniejsze kontuzje. Trzeba ich wtedy szybko postawić na nogi. Podczas eliminacji do mundialu wychodziło nam to całkiem dobrze, ale dążymy do tego, żeby było jeszcze lepiej. 

(...)

Całą rozmowę można przeczytać TUTAJ.

Rozmawiał Damian Bąbol

Fot. Dariusz Hermiersz

Najnowsze artykuły

Ad Flooring nowym partnerem Programu Trójkolorowi
Wydarzenia / 11.12.2017 21:07

Ad Flooring nowym partnerem Programu Trójkolorowi

Więcej
Piłkarze Górnika wzięli udział w Szlachetnej Paczce
Wydarzenia / 11.12.2017 14:05

Piłkarze Górnika wzięli udział w Szlachetnej Paczce

Więcej
Pokaz skutecznego futbolu w Gdyni
Wydarzenia / 11.12.2017 13:18

Pokaz skutecznego futbolu w Gdyni

Więcej
Już 40 ligowych trafień na koncie Górnika
Wydarzenia / 11.12.2017 13:09

Już 40 ligowych trafień na koncie Górnika

Więcej
Liczby Górnika po 19. kolejkach LOTTO Ekstraklasy
Wydarzenia / 11.12.2017 13:06

Liczby Górnika po 19. kolejkach LOTTO Ekstraklasy

Więcej
Piłkarze ręczni kontynuują dobrą passę
Wydarzenia / 11.12.2017 12:59

Piłkarze ręczni kontynuują dobrą passę

Więcej