Górnik ZabrzeOfficial Site
Ekstraklasa
https://www.pgg.pl/kontakt/dane-teleadresowehttp://um.zabrze.pl/http://adidas.pl/footballhttps://www.sts.pl/?utm_source=kampania&utm_medium=baner&utm_content=logo_top&utm_campaign=GornikZabrze

Ferenc Szusza - postać

01/12/2019 10:10 Autor: Górnik Zabrze powrót do listy
Ferenc Szusza - postać

Po zwolnionym z dnia na dzień Kalocsay'u zespół przejął Michał Matyas. Prowadził Górnika zaledwie w 19 meczach i tylko 2 razy przegrał, niestety również w pamiętnym  finale PEZP. Na trzy kolejki (!) przed końcem sezonu 1969/70, kiedy Zabrzanie mieli w zasadzie nieodrabialną stratę 5 punktów do lidera, zespół przejął piąty Węgier Ferenc Szusza. Z okazji przypadającej 1 grudnia rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę trenera.

Gwiazda

Kim był Szusza? Tego urodzonego w 1923 roku człowieka zna na Węgrzech każdy kibic futbolu.  Do dnia dzisiejszego jest liderem strzelców tamtejszej ligi: 393 gole zdobyte w 463 meczach - to robi wrażenie. Całe życie związany z jednym klubem - Ujpest-Dozsa Budapeszt, gdzie grał w latach 1941 - 1960, zdobywając m.in. trzykrotnie z rzędu tytuł mistrzowski. W reprezentacji kraju zaliczył 24 występy okraszone zdobyciem 18 goli. W 1947 wraz z kolegami z reprezentacji wywalczył Puchar Państw Bałkańskich. Pewnie gdyby był nieco młodszy, miałby szansę na udział w pamiętnych Mistrzostwach Świata w 1954 roku. W 1947 roku otrzymał propozycję bajecznego kontraktu, złożoną przez AS Roma, która była gotowa wyłożyć za snajpera zawrotną jak na tamte czasy kwotę 30 tysięcy dolarów. Jednak specyfika czasów była taka, że do transferu nie doszło. Po zakończeniu piłkarskiej przygody Szusza rozpoczął karierę szkoleniowca.

Trudna misja

Jako trener dał się poznać z dobrej strony. Pracował w Raba ETO Gyor z którym raz tryumfował w lidze i dwa razy w Pucharze Węgier i Ujpescie z którym zdobył "brąz". To była dobra rekomendacja, nic więc dziwnego, że działacze Górnika szukając następcy Kalocsay'a, sięgnęli po Ferenca Szuszę. Sezonu 1969/70 już nie dało się dla Górnika uratować. Zespól zajął ostatecznie trzecie miejsce, ale zdobył Puchar Polski. Cel, jaki postawiono przed trenerem na kolejny sezon był jasny: powrót na szczyt. Pierwsze spostrzeżenia Szuszy po przyjeździe do Zabrza nie napawały optymizmem. Stwierdził bez ogródek: "piłkarze są zmęczeni a dyscyplina powinna cechować ich nie tylko na boisku ale i poza nim". To dawało do myślenia...  Poza tym zespół się po prostu starzał. Floreński skończył 36 lat,  Oślizło - 32, Wilczek  - 30. Dwaj ostatni co prawda w dalszym ciągu byli filarami Górnika, ale problem polegał na braku równie utalentowanych następców. Co prawda do drużyny dołączyli Wraży, Wilim i Kwaśny, ale perspektywiczny był właściwie tylko ten ostatni. Szusza ostro zabrał się do pracy. Przecież zdecydowana większość piłkarzy osiągnęła wiek w którym przychodzi szczyt formy i to Węgier chciał wykorzystać. Szybko wydobył Górnika z lekkiego kryzysu, choć początek zmagań ligowych nie należał do zbyt udanych, po ośmiu kolejkach Zabrzanie zajmowali dopiero szóste miejsce. Jednak to był czas bardzo intensywnej gry, bowiem Górnik rywalizował również w europejskich pucharach a tam łatwo radził sobie z kolejnymi rywalami (Alborg BK 1:0 i 8:1, Goztepe Izmir  1:0  i  3:0).    Po tych sukcesach w lidze  szło  już  zdecydowanie lepiej i  na   półmetku   Górnik  zajmował   trzecią    lokatę.  Szusza wiedział, że zespól aby wygrywać, musi zostać solidnie przygotowany podczas zimowej przerwy. Wcześniej poleciał z drużyną do Szkocji na trzy sparingi. Wiedział, że aby liczyć się w Europie, trzeba umieć grać z wyspiarzami. To było bardzo przydatne m.in. w kontekście następnego pucharowego przeciwnika, którym byli starzy znajomi, czyli Manchester City.

Jak równy z równym

Pomimo, że Szusza miał już 48 lat, czynnie uczestniczył w treningach zespołu. Przywiązywał olbrzymią uwagę do przygotowania fizycznego. Jak wspomina Władysław Szaryński: "być może nie wszyscy doceniają Szuszę, ale  mnie jego metody treningowe zapewniły bardzo dobrą wytrzymałość i kondycję". Trener przywiązywał, jak każdy Węgier, również ogromną uwagę do techniki i taktyki. Sam zresztą techniką zadziwiał, od razu było widać, że  świetnie grał w piłkę.  Każdy trening kończył sie gierką. Kiedyś podczas takich zajęć, otrzymał piłkę na środku boiska, zobaczył, ze bramkarz Kostka jest wysunięty przed linię bramkową i po prostu wsadził mu piłkę "za kołnierz"! Olbrzymią zaletą Szuszy było to, że nie musiał mówić jak coś zrobić, on po prostu potrafił to pokazać. Te zimowe przygotowania przyniosły efekt. Tuż przed rozpoczęciem rundy wiosennej Górnik zagrał w Hiszpanii dwa mecze towarzyskie,  pokonując UD Levante 3:0 i  FC Sevilla 4:0! Wiosną Zabrzanie ponieśli w lidze tylko jedna porażkę i po raz dziewiąty wygrali ligę, dorzucając do tego tryumf w Pucharze Polski. Nie wyszło Szuszy tylko w europejskich pucharach. ManCity znowu okazał się lepszy. Zadecydował o tym dodatkowy, przegrany 1:3 mecz.      Być może stało się tak, bo Szusza był jednak dla piłkarzy trochę za miękki, to nie była już ta dyscyplina, co za czasów Kalocsay'a...   
Piłkarze bardzo lubili Szuszę. Kawaler z poczuciem humoru, kobieciarz, światowiec i przede wszystkim kiedyś gwiazda stadionów. A przecież życie nie zawsze go rozpieszczało. Podczas wojny jego rodzina  ukrywała Żydów. Młody Ferenc darzył wielkim uczuciem ich córkę, jednak ona po wojnie wyemigrowała z kraju na zawsze.  On bardzo to przeżył...

Ikona VII dzielnicy

Kiedy działacze Górnika nawiązali kontakt z Antonim Brzeżańczykiem, a było to po porażce z City, stało się jasne, że Szusza dotrwa najwyżej do końca sezonu. Było to przykre dla trenera, którego zaskoczono tym zwolnieniem. Jednak szybko otrzymał intratną ofertę z Hiszpanii, gdzie przez pięć lat prowadził Real Betis Sewilla. Tam jednak  Węgrowi jednak nie szło zbyt dobrze. W debiutanckim sezonie spadł z Realem z Priemiera Division, lecz mimo to utrzymał posadę i po roku wrócił do grona najlepszych drużyn w kraju. W tamtych latach Betis Sewilla nie miał drużyny na miarę walki o najwyższe cele, dlatego zespół plasował się środku stawki. Ale w sezonie 1976/77 drużyna Szuszy sięgnęła po Puchar Króla i awansowała do Pucharu Zdobywców Pucharów. Rok później, już bez węgierskiego trenera na ławce, Betis po raz drugi pożegnał się z hiszpańską ekstraklasą. Wtedy Szusza był już trenerem Atletico Madryt. Sezon spędzony w klubie ze stolicy Hiszpanii nie był dla niego zbyt udany. Zespół zajął miejsce w środku stawki i z będącym wówczas u schyłku kariery szkoleniowcem nie przedłużono kontraktu. Ostatnim klubem w trenerskiej karierze był jego ukochany Ujpest.  Po roku pracy w budapeszteńskim klubie zakończył definitywnie czynną przygodę z piłką.

Ferenc Szusza zmarł 1 sierpnia 2006 roku i pochowany został na cmentarzu w swoim Ujpescie. wcześniej w 2003 roku został patronem stadionu w VII dzielnicy stolicy Wegier.


Autor: Marek Dziechciarz

Foto. www. borsonline.hu

Najnowsze artykuły

Henryk Wieczorek: Nie tylko futbol... (część II)
Wydarzenia / 15.12.2019 09:47

Henryk Wieczorek: Nie tylko futbol... (część II)

Więcej
Galeria zdjęć z meczu z Rakowem Częstochowa
Wydarzenia / 15.12.2019 09:32

Galeria zdjęć z meczu z Rakowem Częstochowa

Więcej
Mecz z Rakowem w statystykach
Wydarzenia / 15.12.2019 09:20

Mecz z Rakowem w statystykach

Więcej
Legendarny skrzydłowy kończy dziś 82 lata. Sto Lat dla ROMANA LENTNERA!
Wydarzenia / 15.12.2019 15:09

Legendarny skrzydłowy kończy dziś 82 lata. Sto Lat dla ROMANA LENTNERA!

Więcej
Sytuacja kartkowa po 19. kolejce
Wydarzenia / 14.12.2019 17:48

Sytuacja kartkowa po 19. kolejce

Więcej
Konferencja prasowa po meczu Raków - Górnik
Wydarzenia / 14.12.2019 17:27

Konferencja prasowa po meczu Raków - Górnik

Więcej