Górnik ZabrzeOfficial Site
Ekstraklasa
http://weglokoks.com.pl/index.php/pl/http://um.zabrze.pl/http://hummelsport.plhttps://www.sts.pl/?utm_source=kampania&utm_medium=baner&utm_content=logo_top&utm_campaign=GornikZabrze

Historia (niestety) prawdziwa - Krzysztof Kołaczyk skończył 50 lat

21/01/2020 16:30 Autor: Górnik Zabrze powrót do listy
Historia (niestety) prawdziwa - Krzysztof Kołaczyk skończył 50 lat

Szóstego lipca 1986 roku w meczu i Puchar Intertoto  ze szwedzkim Malmoe FF, przed zabrzańską publicznością zadebiutował piłkarz, który 21-go stycznia tego roku skończył dopiero 16 lat!  Zważywszy na fakt, że zabrzański Górnik był wówczas aktualnym Mistrzem Polski, a w szeregach zespołu aż roiło się od znanych nazwisk reprezentantów kraju, to wydarzenie dla znawców tematu nie stanowiło zaskoczenia.

Ów młodzieniec nazywał sie Krzysztof Kołaczyk i przez futbolowych fachowców był uważany był za  największy talent jaki od lat objawił sie w polskiej piłce. Porównywano go do Włodzimierza Lubańskiego!  27 dni po tym meczu zadebiutował również w rozgrywkach ligowych, w spotkaniu z chorzowskim Ruchem zmienił Klemenza.  Przed piłkarzem rysowała sie świetlana przyszłość...

Początki
Był wychowankiem Rakowa, z którym w 1985 roku, jako kapitan drużyny i król strzelców turnieju, zdobył złoty medal Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży. Świetna technika, umiejętność czytania gry i skuteczność sprawiła, ze wokół tego skromnego chłopca zrobiło się głośno. Było wielu chętnych do zatrudnienia Kołaczyka, lecz najszybsi i najbardziej skuteczni okazali sie działacze Górnika i latem 1986 roku Krzysztof trafił do Zabrza. Kiedy pierwszy raz przekroczył próg szatni,  nie za bardzo wiedział jak zwracać sie do starszych, utytułowanych kolegów. Kiedy do Andrzeja Iwana zwrócił się per "Panie Andrzeju", ten od razu odpalił: "do mnie wszyscy mówią Ajwen". Lody zostały przełamane. Po ligowym debiucie i następnych meczach pojawiło sie mnóstwo komplementów, ale piłkarz miał mocną głowę i nic w niej nie zaszumiało. 25-go października strzelił swoją pierwszą bramkę dla Górnika.  Zabrzanie prowadzili z Widzewem 3:0 a piłkarz w drugiej połowie zmienił Komornickiego. Marek Kostrzewa po  jednym ze swoich dynamicznych rajdów lewą stroną dośrodkował, a Kołaczyk wyskoczył najwyżej i precyzyjnie głową umieścił  piłkę w siatce. Radość była przeogromna! Trenerzy Górnika zdawali sobie sprawę, ze mają diament i szlifowali go bardzo umiejętnie. Dobry program treningowy, umiejętne wprowadzanie do gry miały na celu ogranie piłkarza przy względnie niewielkim obciążeniu. W ciągu półtora roku wystąpił w 18 spotkaniach, za każdym razem wchodząc do gry z ławki rezerwowych. Nie dlatego, ze był gorszy od innych - po prostu w Zabrzu wiedzieli jak mają przygotować go do większych obciążeń.

Niepokojące sygnały           
Jesienią 1986 roku poczuł lekki ból w okolicach kręgosłupa, który jednak szybko minął. Do dziś uważa, że nie miał nic wspólnego z późniejszymi dolegliwościami, ponieważ nie pochodził z części lędźwiowej. Rok później było już gorzej, bóle stawały się coraz bardziej dokuczliwe. W klubie dawano odpocząć.  W reprezentacjach młodzieżowych był jednak dla trenerów niezbędny... Kiedy na początku 1988 roku pojechał z zespołem U-18 na turniej do Izraela, zrozumiał, ze to nie żarty. Po powrocie lekarz klubowy zalecił prześwietlenie. Wynik wykazał luzy między kręgami lędźwiowymi - czwartym i piątym. Z taką wadą żyje podobno kilkanaście procent populacji, nie odczuwając dolegliwości. Co innego organizm sportowca. Lekarz zalecił wzmocnienie mięśni brzucha i grzbietu. Ortopedzi z kliniki w Piekarach Śląskich potwierdzili diagnozę. Przez miesiąc Krzysztof został wyłączony z treningów. miał tylko wzmacniać wskazane partie mięśni. Kiedy ponownie podjął treningi z zespołem Górnika, już na pierwszym po kilku minutach musiał zejść z boiska - bóle kręgosłupa się powtórzyły.

Trenerskie priorytety          
Ponownie został zbadany w Piekarach, gdzie lekarze zalecili stosowną rehabilitację. Kołaczyk oczywiście w tym czasie nie trenował i nie grał z zespole Górnika - ostatni mecz rozegrał w listopadzie 1987 roku w Zabrzu z zespołem Glasgow  Rangers. Mimo tego otrzymywał powołanie do kadry juniorów na turniej wielkanocny rozgrywany w RFN. Powiedział wówczas trenerowi klubowemu - Marcinowi Bochynkowi, ze w takim stanie nie ma po co jechać. Trener reprezentacji Janusz Wójcik był innego zdania, Zarządził, że Kołaczyk ma jechać i będzie grał dotąd, dokąd wytrzyma(!).  I zagrał, jednak po kwadransie czuł już charakterystyczny ból i musiał schodzić z boiska. Po powrocie do Zabrza sprawy w swoje ręce wziął prezes klubu Marian Polus i dzięki niemu Kołaczyk trafił do świetnego specjalisty od schorzeń kręgosłupa,  profesora  Gerwazego Świderskiego do Wrocławia. Pod koniec czerwca 1988 wraz z mamą i lekarzem klubowym dr Moszkowiczem zawitał do Wrocławia. Profesor zajął sie nim bardzo dokładnie. Za miesiąc, podczas następnej wizyty poinformował ich o programie leczenia i rehabilitacji, jakie przygotował dla piłkarza. Przez pięć miesięcy Krzysztof miał leżeć w łóżku! Do tego dochodziło mnóstwo ćwiczeń i zabiegów, które należało wykonywać. To miało odciążyć kręgosłup, dzięki czemu miała się odbudować i wzmocnić chrząstka stawowa pomiędzy feralnymi kręgami. Ponadto profesora zasugerował aby cała kuracja najlepiej  odbyła się w domu państwa Kołaczyków, a pacjentem opiekowała się jego mama. Profesor obawiał sie, że w szpitalu mogłaby komuś przyjść do głowy modyfikacja jego zaleceń i nieszczęście gotowe.

Czyściec
Rozpoczęła się kuracja. Leżenie. Wstawanie jedynie za potrzebą, do łazienki,  tylko o kulach. Dla sportowca to gehenna.  Za to dzień w dzień wykonywał czynności przy których trening piłkarski wydaje sie być zabawą. O dziesiątej, trzynastej, szesnastej i dwudziestej specjalny masaż kręgosłupa. Kładł sie wtedy na specjalnym wałku a plecy posmarowane wcześniej maścią, obandażowane i owinięte ręcznikiem mama...prasowała mu rozgrzanym żelazkiem. Trzy razy dziennie po godzinie leżał na specjalnym wyciągu, siedem razy dziennie wykonywał zestaw ćwiczeń polegający na zginaniu i prostowaniu kończyn, napinaniu i rozkurczaniu mięśni. Każde z tych ćwiczeń musiał siedmiokrotnie powtarzać. Pięć razy dziennie musiał świadomie oddziaływać - wg zaleceń profesora - na poszczególne partie mięśni, które w rzeczywistości powinny być rozluźnione. Do tego dochodziła codzienna piętnastominutowa kąpiel w specjalnej mieszance ośmiu ziół a wieczorem smarowanie całego ciała wyciągiem z aloesu. A co drugi dzień cztery zastrzyki domięśniowe. I cały czas leżenie. Przy Krzysztofie cały czas była mama. Pomagała mu we wszystkich opisanych wyżej czynnościach, gotowała specjalne galaretki i kleiki. Również klub cały czas interesował sie piłkarzem. Leki zagraniczne, lampę kwarcową czy turnusy rehabilitacyjne w Zakopanem działacze załatwiali od ręki. Oczywiście były momenty zwątpienia, ale dzięki wsparciu najbliższych i klubu Krzysztof się nie załamał.

Walka nie tylko o powrót  
Tą bezczynność spowodowana przymusowym leczeniem Kołaczyk starał się wykorzystać. Brał korepetycje p o to aby mógł eksternistycznie zdawać maturę w Liceum Zawodowym w Zabrzu. Uczył sie również bardzo intensywnie języka angielskiego. Wreszcie w grudniu mógł wstać z łóżka. Profesor Świderski stwierdził, że jest całkowicie wyleczony. Nie oznaczało to jednak, ze mógł od razu wznowić treningi. Dlatego próżno szukać piłkarza w kadrze Górnika w sezonie 1988/89. To tego musiał się dopiero przygotować. Dlatego siedem razy dziennie po pięć minut wolno mu było chodzić bez kul po mieszkaniu. Poza domem tylko przez piętnaście minut, ale o kulach. Dalej rehabilitacja, pływanie, to wszystko miało sprawić żeby nowa tkanka pomiędzy kręgami uległa stwardnięciu. W połowie 1989 roku kolejna seria badań miała dać odpowiedź na pytanie: czy będzie powrót do futbolu?
Trzeciego marca 1990 roku Górnik rozgrywał w Zabrzu pierwsze spotkanie rundy wiosennej z Ruchem Chorzów. Na kilka minut przed końcem spotkania wszedł na boisko Krzysztof Kołaczyk, zmieniając Zagórskiego. Zagrał po raz pierwszy od czwartego listopada 1987 roku! Wydawało się, że organizm piłkarza zwyciężył. W następnym spotkaniu jeszcze wszedł z ławki, a później, do końca sezonu zawsze wychodził w pierwszej jedenastce i grał cały mecz. Jednak jesień następnego sezonu już nie była udana. Długotrwały uraz powodował jednak okresowe problemy zdrowotne i piłkarz jesienią zagrał tylko cztery razy. Niestety, ale tak długi rozbrat z piłką w powiązaniu z dolegliwościami sprawiły, że stracił wiele ze swoich walorów. Wiosną już go kibice na boisku nie zobaczyli. To był jego ostatni sezon w Górniku. Wiedział, że w wielkiej piłce już nie da rady...  Pan Bóg dał mu wszystko aby mógł zrobić wielką karierę, wszystko z wyjątkiem zdrowia. No i po drodze trafiło się jeszcze kilku nieodpowiedzialnych ludzi...     
Po epizodach w Odrze Wodzisław, Walce Zabrze i Hetmanie Zamość trafił w 1993 roku  do Myszkowa. Tam  patronat nad drużyną piłkarską objął Krzysztof Czyż, właściciel znanej fabryki obuwia "Krisbut". Udało się zbudowań niezły zespół, który awansował nawet do II ligi. Kołaczyk pograł w Myszkowie siedem sezonów. Karierę zakończył w 2007 roku w swoim Rakowie.

Życzymy wszystkiego najlepszego!

Marek Dziechciarz

Najnowsze artykuły

Martin Chudy: Spełniliśmy tylko jeden cel
Wydarzenia / 26.09.2020 12:44

Martin Chudy: Spełniliśmy tylko jeden cel

Więcej
Sytuacja kartkowa po 5. kolejce
Wydarzenia / 26.09.2020 12:19

Sytuacja kartkowa po 5. kolejce

Więcej
Wczorajszy mecz w statystykach
Wydarzenia / 26.09.2020 07:00

Wczorajszy mecz w statystykach

Więcej
Galeria zdjęć z meczu Górnik - Wisła
Wydarzenia / 26.09.2020 06:27

Galeria zdjęć z meczu Górnik - Wisła

Więcej
Pomeczowa konferencja prasowa
Wydarzenia / 26.09.2020 00:07

Pomeczowa konferencja prasowa

Więcej
Skrót meczu Górnik - Wisła
Wydarzenia / 25.09.2020 22:49

Skrót meczu Górnik - Wisła

Więcej