Górnik ZabrzeOfficial Site
Ekstraklasa
http://weglokoks.com.pl/index.php/pl/http://um.zabrze.pl/http://hummelsport.plhttps://www.sts.pl/?utm_source=kampania&utm_medium=baner&utm_content=logo_top&utm_campaign=GornikZabrze

78. urodziny "Zygi" Szołtysika

24/10/2020 11:33 Autor: Górnik Zabrze powrót do listy
78. urodziny "Zygi" Szołtysika

Z Górnikiem Zabrze siedem razy został Mistrzem Polski, sześć razy zdobył Puchar Polski i wystąpił w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Z reprezentacją Polski zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 roku. Legendarny Zygfryd Szołtysik obchodzi dziś 78. urodziny!

Leira (Portugalia), 30 marzec 1961
Niespełna 19-letni Zygfryd Szołtysik, wówczas piłkarz Zrywu Chorzów, aktualnego Mistrza Polski juniorów wyszedł na boisko w podstawowym składzie polskiej reprezentacji juniorów w pierwszym meczu grupy IV, rozgrywanym przeciwko reprezentacji Francji. Nazwa "Turniej UEFA" może być nieco myląca,  bo tak naprawdę były to Mistrzostwa Europy juniorów.   Polska drużyna po dwóch zwycięstwach i remisie zajęła pierwsze miejsce w grupie, a w meczu z Austrią Szołtysik wpisał się na listę strzelców. W półfinale Polacy w świetnym stylu pokonali RFN i dopiero w spotkaniu finałowym ulegli reprezentacji gospodarzy.      

Zryw
Właśnie portugalski turniej zapoczątkował błyskotliwą karierę tego niepozornego chłopaka pochodzącego z małego śląskiego osiedla - Suchej Wody. Wypatrzył go na szkolnym boisku prof. Józef Murgot, niezapomniany trener i pedagog, u którego swoje kariery zaczynało wielu wspaniałych później piłkarzy. On pierwszy poznał zalety Szołtysika, który był nie tylko obdarzony wielkim talentem, ale przede wszystkim nie bał się ciężkiej pracy na treningach. To w Zrywie piłkarz święcił swoje pierwsze triumfy - Mistrzostwo Polski juniorów zdobyte w 1960 roku, które niewątpliwie zaowocowało powołaniem piłkarza do reprezentacji Polski juniorów. Po sukcesach w Portugalii,  w dalszym ciągu jako piłkarz Zrywu obronił wraz z kolegami tytuł mistrzowski w 1961 roku  i...wiadomo było, że jego dni w tym zespole są policzone. Po prostu o utalentowanym juniorze zaczęło być głośno i szybko zjawili się chętni, którzy widzieli zawodnika w  pierwszej lidze.           

Dwa kontrakty
Najbliżej było na Cichą do Ruchu i nawet podpisał wstępny kontrakt. Ale zjawili się też działacze Górnika Zabrze. Co ciekawe, to podobno Kazimierz Górski podpowiedział zabrzańskim działaczom, że właśnie tym chłopcem powinni się zainteresować. Szołtysik nie miał jeszcze 18 lat, więc wysłannicy negocjowali z rodzicami. Oferowali mieszkanie dla całej rodziny w Zabrzu, naukę dla jego dwóch sióstr i brata, a ojcu pracę w kopalni. No i pralkę dołożyli, a Ruch oferował tylko  garnitur. Szołtysik jednak garnitur już posiadał.      
Od razu została ustalona premia za mecz - 600 złotych, każdy dostawał wtedy tyle samo, i oczywiście  miesięczną pensję z kopalni - 2 tysiące złotych.  Trochę później był tez talon na auto marki Skoda. W ten sposób w listopadzie 1961 roku został piłkarzem Górnika. Ale nie od razu zadebiutował w lidze, bo musiał odbyć trzymiesięczną karę za niefortunny podpis na kontrakcie z Ruchem. Jak głosi zabrzańska anegdota, podczas pierwszego treningu w Zabrzu, Szołtysik został uznany za ... nieletniego syna Ernesta Pohla i potraktowano go jako maskotkę drużyny!           

Zabrze, 11 marzec 1962
W pierwszym meczu sezonu 1962 Górnik grał na wyjeździe z Cracovią. W przerwie trener Dziwisz zdecydował, że Czoka zmieni Szołtysik. Kibice pasów mieli podobno sporą uciechę, żartując sobie z chłopaka, wysyłając go i do mamusi, i do drużyny juniorów i do szkolnej ławki... Jednak już sześć minut po rozpoczęciu drugiej połowy żarty przerodziły się w niedowierzanie i podziw, bowiem Szołtysik strzelił Cracovii bramkę i aby szok był większy, strzelił tę bramkę głową. Po prostu wyskoczył chytrze spoza obrońców i efektownie przejął podanie od jednego z partnerów.      

Tylko Pohl był lepszy
Sezon 1962 był krótki, trwał tylko do czerwca ze względu na zmianę modelu rozgrywek na system jesień-wiosna. A Szołtysik jeszcze tylko w następnych dwóch meczach wchodził z ławki, a w czwartym z kolei zaczynał już w wyjściowej jedenastce. I strzelił sosnowieckiemu Zagłębiu 3 gole! W całym skróconym sezonie uzyskał dziewięć trafień, ustępując skutecznością tylko samemu Pohlowi! Zabrzańscy działacze zacierali ręce z radości. Trafił się im prawdziwy diament! Piłkarz stał sie reżyserem gry "trójkolorowych, którzy do sezonu 1971/72 byli bezkonkurencyjni na krajowych boiskach siedmiokrotnie zdobywając tytuł mistrzowski, dorzucając do tego Puchar Polski, który wywalczyli pięć razy.

Szczecin,  4 wrzesień 1963
Miesiąc przed dwudziestymi pierwszymi urodzinami, po raz pierwszy przywdział koszulkę seniorskiej reprezentacji Polski, wychodząc w podstawowej jedenastce na mecz z Norwegią razem z takimi wygami jak Monica, Brychczy czy Faber. Co ciekawe, debiutował razem ze swoim przyjacielem - Włodzimierzem Lubańskim. Selekcjonerzy polskiej reprezentacji mieli nosa. Szołtysik strzelił Norwegom dwa gole i odtąd trudno było sobie wyobrazić reprezentacje bez niego.

Kalocsay
Olbrzymi wpływ na jego grę miał węgierski trener zabrzan Geza Kalocsay.  Jego treningi, system gry, to było coś nowego dla piłkarzy. Umiał przekazać swoją wiedzę, potrafił motywować. Po treningu u Węgra miał pewność, że zawsze na boisku minie rywala.  - Pamiętam mecz z Cracovią - wspomina Szołtysik - Prowadzimy do przerwy 5:0, a trener w szatni wrzeszczy: "Co wy gracie, atak dobrze, ale obrona beznadziejna!". Doprowadził nas później do perfekcji, Górnik tracił w sezonie 10, najwyżej 15 goli. Tak byliśmy przygotowani! Duży wpływ na jego karierę miał też tryb życia. Nigdy nie narzekał na kontuzje, bo dobrze się prowadził,  jak na profesjonalnego sportowca przystało.  To właśnie za czasów trenera Kalocsay'a,  Górnik zaczął być rozpoznawalny w Europie, dzięki niezapomnianym meczom pucharowym z kijowskim Dynamem, Rangersami czy Manchesterem United. Zdecydowanie brakło Węgra w pamiętnym, niestety przegranym  finale PEZP w Wiedniu... To właśnie za czasów tego szkoleniowca osiągnął szczytową formę, kiedy w sezonie 1968/69 zdobył w plebiscycie katowickiego "Sportu" "Złote Buty" dla najlepszego piłkarza sezonu.

Chorzów,  29 listopad 1967
Sto tysięcy widzów przybyło na Stadion Śląski aby dopingować piłkarzy Górnika, rozgrywających rewanżowe spotkanie rozgrywek o Puchar Europy Mistrzów Klubowych, z zespołem Dynama Kijów. W pierwszym meczu zabrzańska ekipa zwyciężyła Kijowian 2:1, co uznane zostało za sporą niespodziankę, stąd rewanż nie był formalnością, bo rywale dysponowali naprawdę mocnym zespołem. Pojedynek od początku był zacięty. Zespół Dynama grał znacznie lepiej niż w Kijowie, a przede wszystkim inaczej taktycznie. Zagrali tym razem bardzo agresywnie w obronie, starając się jednocześnie ograniczyć swobodę gry linii pomocy zabrzan. W 38 minucie Turiańczyk uzyskał prowadzenie dla gości, utrata jeszcze jednej bramki eliminowała Górników z dalszych rozgrywek. Ale na minutę przed końcem pierwszej połowy  po pięknej akcji pary Wilczek -Lubański, Zygfryd Szołtysik nie dał szans bramkarzowi i na tablicy wyników pojawił sie rezultat 1:1, który już do końca spotkania nie uległ zmianie, promując piłkarzy z Zabrza do kolejnej rundy. W drugiej połowie ponownie Szołtysik był bliski uzyskania gola i to głową, jednak jego strzał trafił w słupek.          

Wielki kłamca
Zygfryd Szołtysik mimo, że grał zazwyczaj w głębi pola, większość swoich wysiłków poświęcał partnerom dla wyrobienia im dogodnej pozycji. Nieraz jednak potrafił sam zaskoczyć bramkarzy. Po prostu ciężko było odgadnąć kiedy "Zyga" strzeli, a kiedy poda. Piłkę potrafił uderzać niezwykle sprytnie i chyba wszystkie sposoby zmylenia czujności były mu znane. Zwłaszcza jeden z jego zwodów doprowadzał przeciwników do rozpaczy. Prowadził piłkę, dajmy na to, wewnętrzną częścią prawej stopy, kiedy dobiegał do niego przeciwnik, piłkarz dodatkowo wychylał się w lewo i błyskawicznie przekładał nogę nad futbolówką, by już zewnętrzną częścią stopy poprowadzić ją w prawo. A obrońca? - no cóż, biegł w przeciwną stronę. Oczywiście Szołtysik potrafił to robić i prawą i lewą nogą, w zależności od kierunku, który obierał. Proste? Spróbujcie to wykonać na boisku w pełnym biegu...

Kiedy podczas wykonywania rzutu wolnego Szołtysik zajmował sie wszystkim, tylko nie piłką, należało oczekiwać najgorszego. "Zyga" dyskutował, wymachiwał rękami, pouczał kolegów i nagle, zupełnie niespodziewanie strzelał albo podawał. Potrafił to zrobić w taki sposób, że mimo poprzednich ostrzeżeń obrońcy tracili głowę. Właściwie Szołtysik był zaprzeczeniem obiegowych opinii o walorach jakimi powinien odznaczać sie piłkarz. Wzrostu mikrego, bo zaledwie 162 centymetry, na pierwszy rzut oka nie wzbudzał respektu. Kiedy jednak przychodziło do harców z piłką, do pokazania czym jest inteligencja i sztuka w futbolu, wzbudzał podziw u każdego znawcy. Wielu przeciwników mocno sie rozczarowało, lekceważąc małego piłkarza.       Do legendy przeszła jego wspaniała współpraca w klubie i w reprezentacji z Włodzimierzem Lubańskim. To, co "Mały" zaczynał, Włodek kończył, a korzyść z tego była zawsze obustronna...   
           
Augsburg (RFN),  5 wrzesień 1972
Stadionowy zegar wskazywał już 65 minutę spotkania pomiędzy Polską a ZSRR a rezultat meczu cały czas był taki sam - 0:1. Na ławce rezerwowych zaczynało robić sie nerwowo. Każdy z siedzących na ławce obok trenera Górskiego przeżywał to co dzieje się na boisku chyba jeszcze mocniej, niż koledzy, którzy grali. - No bo człowiek siedzi, denerwuję się, nie ma możliwości ujścia nagromadzonej w sobie energii - wspomina Zygfryd Szołtysik - Nagle usłyszałem głos trenera: Andrzej, wchodzisz! - to były słowa skierowanie do napastnika sosnowieckiego Zagłębia - Andrzeja Jarosika. I nie wierzę własnym uszom - teraz to ja nie wchodzę - odpowiedział "Jary". W trenera jakby piorun strzelił, ale nie traci zimnej krwi. Odwrócił sie do mnie ze słowami "Zyga, rozbieraj się". A ja jakbym skrzydeł dostał!  Nareszcie - myślę, wolę wszystko najgorsze na boisku, niż mękę oczekiwania na ławce rezerwowych! Po krótkiej rozgrzewce wybiegłem na murawę zmieniając Zbyszka Guta. Wierzyłem, bardzo mocno wierzyłem, że mogę odwrócić kartę tego spotkania. Kilkanaście minut później zespół polski przeprowadził składną akcje lewą stroną, niezawodny dotąd Churciława popełnił błąd, sfaulował Lubańskiego i sędzia przyznał nam rzut karny. Do piłki podbiegł Deyna i było 1:1. Jednak aby zagrać w olimpijskim finale, nasza reprezentacja musiała ten mecz wygrać. Polacy nadal atakowali, ale drużyna radziecka mocno cofnęła sie do strefy obronnej. Zegar stadionowy wskazywał już 87 minutę spotkania. Lewą stroną boiska  przedarł się Gadocha, wrzucił piłkę do środka, gdzie przejął ją na moment Lubański. - Wtedy ja - wspomina Szołtysik - krzyczę do niego wychodząc na pozycję : Daj Włodek, daj! Byliśmy świetnie zgrani, Włodek błyskawicznie zrozumiał mój zamiar, idealnie wystawił a ja o ułamek sekundy ubiegłem Churciławę i  z około 14 metrów mocnym płaskim strzałem posłałem ją w lewy róg bramki Rudakowa!  2:1!  Później zawsze będzie twierdził, że był to najważniejszy gol w jego karierze, gol, który dla Polakom przepustkę do finału i olimpijskie złoto.       

Trzydziestka
W roku olimpijskim, który w pewnym sensie był ukoronowaniem jego kariery, Szołtysikowi "stuknęła" trzydziestka. Wówczas panowało jakieś dziwne przekonanie, że piłkarz w tym wieku powinien myśleć o zakończeniu kariery. Pomimo, że "Zyga" nadal czarował swoją grą, mecz reprezentacji Polski z Czechosłowacją, rozgrywany 15 października 1972 roku w Bydgoszczy, był jego ostatnim występem w kadrze. W meczach eliminacyjnych do niemieckiego mundialu już nie zagrał. W jego wypowiedziach czuje się nutkę żalu, przede wszystkim spowodowanego tym, dlaczego trener Górskie nie porozmawiał z nim i nie powiedział z jakich powodów z niego rezygnuje. Kończył się również wielki Górnik, sezon 72/73 po raz pierwszy od piętnastu lat zabrzanie zakończyli miejscem tuż za podium. W następnym zdobyli co prawda wicemistrzostwo, ale to już nie był ten zespół, wielu piłkarzy odeszło... Szołtysik otrzymał zgodę na wyjazd zagraniczny. Pojechał grać do Francji, do zespołu US Valenciennes. Tam również dał sie poznać z jak najlepszej strony. Po roku jednak zdecydował sie na powrót do kraju.

Reaktywacja
Latem 1975 roku pojawił sie w Zabrzu. Przyjęto go oczywiście z sympatią, bo zawsze sympatię wzbudzał i zaproponowano mu...opiekę nad jedną z drużyn juniorów! Szołtysik oburzył się. Najpierw chcę jeszcze sam potrenować - powiedział działaczom, którzy spojrzeli na niego jak na przybysza z obcej planety. Po czy po kilku tygodniach był najlepszym graczem swojej drużyny. Jednak ten sezon nie należał dla Górnika do udanych i zespół zakończył rozgrywki dopiero na dziewiątym miejscu. W lipcu 1976 roku nastąpiła zmiana trenera. Zabrzański team objął jego niedawny kolega z boiska - Hubert Kostka. Wyniki sezonu 1977/78 były dobre, Górnik zajął trzecie miejsce i wydawało się, że jest na najlepszej drodze do odzyskania dawnego blasku. Wydawało się...

Gdynia,  19 kwiecień 1978
W dwudziestej ósmej kolejce Górnik grał na wyjeździe z Arką Gdynia. Nastroje w zespole były złe, zespól zajmował piętnaste miejsce w tabeli z dorobkiem 21 punktów, tyle samo ile zamykający stawkę Ruch. Choć Szołtysik, mimo 36 lat, dawał z siebie ile mógł, nie był w stanie zapobiec porażce zespołu, który grał po prostu słabo. Arka zwyciężyła 3:0 i ten wynik przesądził o spadku Górnika z ligi. Był to ostatni - 505 mecz "Zygi" w zabrzańskich barwach. 

To jeszcze nie koniec
Myliłby sie ten, kto myśli, że Szołtysik zakończył swoją przebogatą karierę. Po odejściu z Górnika w 1978 przez krótki czas występował w Kanadzie w ekipie Toronto Falcons, a od sezonu 1978/79 rozpoczął przygodę z Górnikiem ale tym z pobliskiego Knurowa. Klub występował w III lidze (dzisiaj odpowiednik II). Jednak z piłkarzem tej klasy, rok później knurowianie awansowali do II ligi, gdzie całkiem dobrze sobie radzili, a "Zyga" rządził i dzielił - oczywiście piłką - nigdy nie był sprinterem, ale w futbolu nie ten jest najlepszy kto najszybciej biega, tylko ten, kto najszybciej myśli. Jesienią 1982 roku na liczniku pokazała się czterdziestka, a "Mały" dalej grał. Nie, nie wchodził z ławki, on był podstawowym piłkarzem knurowskiej drużyny!  Jednak po zakończeniu sezonu 1983/84 powiedział - dosyć! W wieku 42 lat!  I postanowił rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu: wyjechał do Niemiec. Kierowały nim powody natury osobistej. Ale ciągnie wilka do lasu i Szołtysik ponownie zakłada na nogi piłkarskie buty i przez cztery sezony gra  jeszcze w zespołach niższych lig Eintracht Hamm i SVA Bockum Hoevel. W roku   1990 w wieku 48 lat definitywnie kończy piłkarską karierę. Dzisiaj mieszka w Hamm  z żoną, córką, zięciem i wnukami. I działa aktywnie w miejscowym środowisku nazwijmy -  piłkarsko - śląskim. W październiku 2011 roku Zygfryd Szołtysik został  kolejnym członkiem "Klubu Ambasadora Górnika Zabrze” .

Przydomek "wielkiego kłamcy" w futbolu jest zaszczytem, aby na niego zasłużyć trzeba być piłkarzem genialnym. Wielki kłamca to zawodnik, który zawsze zrobi coś niespodziewanego,  poda piłkę nie tam gdzie spodziewają się tego rywale, dojrzy sytuację, jakiej właściwie dostrzec nie powinien.  Nikt  nie zasłużył na ten komplement, tak jak Zygfryd Szołtysik.   

Dzisiaj, w tym szczególnym dniu życzymy Panu Wszystkiego Najlepszego!

Autor: Marek Dziechciarz

Najnowsze artykuły

Pomagamy! Górnik przekazał szpitalowi cztery palety wody
Wydarzenia / 04.12.2020 18:03

Pomagamy! Górnik przekazał szpitalowi cztery palety wody

Więcej
Adam Ryczkowski: Każdy chce grać jak najwięcej
Wydarzenia / 04.12.2020 17:10

Adam Ryczkowski: Każdy chce grać jak najwięcej

Więcej
Terminarz 15. kolejki PKO Ekstraklasy
Wydarzenia / 04.12.2020 14:04

Terminarz 15. kolejki PKO Ekstraklasy

Więcej
Rusza nowy sezon Ekstraklasa Games
Wydarzenia / 04.12.2020 13:47

Rusza nowy sezon Ekstraklasa Games

Więcej
Kartka z kalendarza: Udana Barbórka w… w Białymstoku!
Wydarzenia / 04.12.2020 09:16

Kartka z kalendarza: Udana Barbórka w… w Białymstoku!

Więcej
Szczęść Boże wszystkim Górnikom!
Wydarzenia / 04.12.2020 08:39

Szczęść Boże wszystkim Górnikom!

Więcej