Górnik ZabrzeOfficial Site
Ekstraklasa
https://www.pgg.pl/kontakt/dane-teleadresowehttp://um.zabrze.pl/http://adidas.pl/footballhttps://www.sts.pl/?utm_source=kampania&utm_medium=baner&utm_content=logo_top&utm_campaign=GornikZabrze

Trenerskie legendy. Geza Kalocsay – Kobiety, wino i... Górnik

25/04/2016 10:34 Autor: Górnik Zabrze powrót do listy

W cyklu „Odkurzamy trenerskie legendy” prezentujemy sylwetkę znakomitego szkoleniowca węgierskiego Gezy Kalocsay'a (na zdjęciu pierwszy z lewej), który wprowadził Górnika na europejskie salony. Cały artykuł będzie można przeczytać w najnowszym numerze klubowego miesięcznika „Górnik”, który będzie dostępny na meczu ze Śląskiem (piątek, godz. 18:00).

Urodził się w Berehovie. To była Ruś Zakarpacka, dziś należąca do Ukrainy, ale kiedyś była to część monarchii austrowęgierskiej. Jedne źródła podają datę 20 lipca 1914, inne 30 maj 1913. Jak było naprawdę, pewnie się nie dowiemy, ponieważ Kalocsay posiadał na obie daty swoich urodzin wiarygodne paszporty. Właśnie w Berehovie - czy jak kto woli, węgierskim Berekszaszu razem ze swoim młodszym bratem Abą rozpoczął karierę piłkarską w miejscowej drużynie licealnej. Piłka nie przeszkodziła mu jednak w zdobyciu solidnego wykształcenia. Studia prawnicze rozpoczął w Pradze na Uniwersytecie Karola a skończył w Budapeszcie. Kilka lat pracował w swoim zawodzie, jednak w fachu adwokata nie wytrzymał zbyt długo. Ciągnęło go w świat.

Reprezentant dwóch narodów   
Prawo było, owszem, ciekawe, ale futbol jednak bardziej wciągał. Swoją prawdziwą piłkarską karierę rozpoczął w 1932 roku w barwach Sparty Praga. To był klub, który się liczył nie tylko w Czechosłowacji. W 1935 roku ten zespół zdobył Mitropa Cup. Był to Pierwszy w historii międzynarodowy turniej piłkarski a brały w nim udział kluby  Europy środkowej. Rok później młody piłkarz mógł również szczycić się tytułem Mistrza Czechosłowacji. Dobrą grę Kaloscay'a zauważyli również szkoleniowcy reprezentacji Czechosłowacji i w ten sposób 9 kwietnia 1933 roku zadebiutował w meczu z Austrią. Co prawda w latach 1933-1935 tych meczów uzbierało się tylko trzy, ale w 1934 roku piłkarz pojechał z reprezentacją kraju na mistrzostwa świata do Włoch. Na turnieju nie zagrał, jednak otrzymał srebrny medal, ponieważ reprezentacja Czechosłowacji  dopiero w finale uległa Włochom.
W 1937 roku Kalocsay zdecydował się na transfer i kolejny etap swojego życia spędził we Francji w utytułowanym Olympique Lillois.  Klub był pierwszym zawodowym mistrzem Francji w piłce nożnej. Lata trzydzieste były jednak nieco słabsze i dlatego postanowiono kadrę wzmocnić aby wrócić na szczyt. Piłkarz grał we Francji przez dwa lata, w 1939 wystąpił jeszcze w przegranym finale o Puchar Francji i wrócił... ale na Węgry. Tam z powodzeniem kontynuował swoją karierę w budapesztańskich klubach: Kispest FC, Ferencvaros TC i Ujpest FC. Węgry nie były wówczas objęte działaniami wojennymi, toteż rozgrywki ligowe przebiegały tam bez przeszkód.  Bramkostrzelny napastnik znalazł uznanie w oczach trenerów reprezentacji - tym razem Węgier i w 1940 roku zaliczył dwa mecze. Zbliżał się koniec wojny, a piłkarz przekroczył 30-stkę, co wówczas w futbolu oznaczało kres kariery. Zagrał jeszcze w II ligowych Ungvári AC i Szentlőrinci AC i w 1947 zawiesił piłkarskie buty na kołku.

Górnik
W 1966 roku kolejny raz zmienił kraj, a właściwie kontynent i  w sierpniu pojawił się przy Roosevelta. Zastąpił Władysława Giergiela, trenera niewątpliwie dobrego, ale jednak włodarze zabrzańskiego klubu uznali, że aby klub zaczął się liczyć w Europie, potrzeba jednak większej jakości.  Nowy przybysz miał dużo szczęścia, Zastał komfortową sytuację, w klubie roiło się od reprezentantów Polski. To mogło przypominać pracę w Honvedzie. Na powitanie otrzymał zespół w finałowym meczu o Puchar Polski, niestety, przegranym po dogrywce z Legią. Węgier rozpoczął ostro. Uznał, że należy zacząć od poprawy kondycji   piłkarzy. Za archaiczne uważał także ustawienie zespołu, który grał wtedy trójką obrońców, podczas kiedy w Europie grywało sie czwórką. Zwrócił uwagę, że obrońcy Górnika nie włączają się do ataku, a napastnicy po stracie piłki nie cofają się do obrony. W ten sposób zapoczątkował grę systemem 4-4-2. Być może dlatego zespół przyjął go z rezerwą, jednak szybko okazało się, że te zmiany mają kolosalny wpływ na lepszą grę. Trener miał nie tylko tzw. "nosa" ale również talent pedagogiczny. Potrafił w cztery oczy porozmawiać z każdym piłkarzem, starał się wiedzieć wszystko o wszystkich, to bardzo pomagało w konsolidacji zespołu. To właśnie on zmienił pozycję Henrykowi Latosze, ustawiając go na lewej obronie, a piłkarz stał się podstawowym graczem zespołu.  Jeszcze zanim został oficjalnie szkoleniowcem Górnika, bywał na meczach zespołu, gdzie mógł obejrzeć w akcji swoich przyszłych podopiecznych, również na boiskach zespołów reprezentujących niższe ligi. Dzisiaj  nazwalibyśmy to skautingiem.  W ten sposób wiosną 1966 roku zawitał na stadion GKS-u Świętochłowice. I to w bardzo jasno określonym celu. Ktoś, dzisiaj już pewnie nie dowiemy się kto, wspomniał mu o pewnym jasnowłosym piłkarzu, którego warto zobaczyć w grze. Tym piłkarzem był Alfred Olek. Kalocsay pojechał, zobaczył i kategorycznie stwierdził, że chce go mieć u siebie!  Konsternacja! 26-latek z III ligi w wielkim Górniku? Ale działacze ufali Węgrowi, wiedzieli, że jeśli ten uparł się na Olka, to oznacza, że zobaczył w nim potencjał. I faktycznie - w ciągu kilku miesięcy nowy nabytek poczynił tak olbrzymie  postępy, że od sezonu 1966/67 stał się podstawowym piłkarzem Górnika. Imponował niespożytymi siłami. Grał w pomocy, ale jeśli trener ustawił go na innej pozycji – również nie zawodził. Był bardzo wszechstronny. Trener ściągnął również do zespołu Huberta Skowronka, wprowadzał do składu Gorgonia, Banasia czy Deję. Drużyna grała coraz lepiej, w lidze zawsze była  na podium a Puchar Polski zdobywała seryjnie. W europejskich pucharach wiodło sie średnio, choć to Górnik jako jedyny zespół ograł Manchester United w ich drodze do zdobycia Pucharu Europy Mistrzów Krajowych w 1968 roku.

Pucharowe boje
W sezonie 1969/70 Górnik rozpoczął marsz ku swojemu największemu sukcesowi. Zespół jako zdobywca Pucharu Polski stanął do rywalizacji w rozgrywkach o Puchar Europy Zdobywców Pucharu (dzisiaj już tych rozgrywek nie ma). Węgier wiedział, że dysponuje bardzo mocnym zespołem, praktycznie bez słabych punktów. Pierwszym rywalem był grecki Olympiakos. Piłkarze Stefana Bobka nie mogli jednak zagrozić Zabrzanom i po remisie u siebie 2:2, w rewanżu ulegli 0:5. Następną przeszkodą byli Rangersi z Glasgow. To był dobry zespół. Na Śląskim Lubański z Szaryńskim załatwili sprawę, strzelając Szkotom 3 gole. Jednak mimo zwycięstwa 3:1 Kalocsay studził emocje. W meczu rewanżowym co prawda prowadzenie uzyskali gospodarze, górą był ponownie Górnik a bramki Lubańskiego, Olka i Skowronka były ozdobą tego meczu. Jednak do największego zaskoczenia doszło przed samym spotkaniem. Oto katowicki "Sport" 26 listopada 1969 roku na swoich łamach zamieścił następującą informację: "Środowy mecz z Rangersami będzie ostatnim meczem dr. Gezy Kalocsay'a w roli opiekuna Górnika. Po trzech latach pracy w pierwszych dniach grudnia wyjeżdża on do Budapesztu i przejmie batutę nad Ferencvarosem". To był szok dla wszystkich. Jeszcze 30 listopada Węgier poprowadził Górnika do wygranej 2:0 w 1/16 finału Pucharu Polski z Siemianowiczanką. A potem wyjechał do Budapesztu...   

"Obrońcy" moralności?
W rozgrywkach PEZP czekał już następny rywal - Lewski Sofia, ale tym razem na zabrzańskiej ławce w roli trenera miał zasiąść Michał Matyas, były świetny gracz lwowskiej Pogoni, reprezentant Polski. Przyszedł z Cracovii. W trenerskim dorobku miał również pracę z reprezentacją Polski. Ten bardzo kulturalny Pan był na pewno dobrym trenerem, ale jak czas pokazał, nie na tyle dobrym, aby przejąć schedę po Kaloscayu... Dlaczego doszło w tak ważnym momencie do zmiany szkoleniowca? Węgier, człowiek wykształcony, z pasją, kochał życie. Całkowicie oddawał się futbolowi, ale przecież nie tylko piłką się żyje... Lubił się bawić, bywać, korzystać z przyjemności. Nie wszystkim się to podobało. Tutejsi ojcowie i mamy krzywo patrzyli na styl życia przystojnego Węgra, wokół którego kręciło się sporo zabrzańskich nastolatek. A że czasy były takie jakie były, ci którzy mieli coś do powiedzenia, mogli pociągnąć za takie sznurki, że nieważne stało się dobro Górnika, tylko ich małe, źle pojęte interesy...   
Matyas poprowadził Górnika w zwycięskich pojedynkach z Lewskim i AS Roma, jednak finał na wiedeńskim Praterze przegrał. Miałem przyjemność rozmowy z kilkoma piłkarzami z tamtej ekipy. Wszyscy byli zgodni twierdząc, że z Kaloscayem wygraliby tamten finał. Matyas Anglików się jednak bał i ustawił zespół inaczej, zbyt defensywnie. Węgrowi w takich sytuacja strach był obcy, tym bardziej, że jego rodacy regularnie spuszczali wyspiarzom lanie. Cóż, gdyby nie nieodpowiedzialna decyzja pewnych osób, pewnie dzisiaj  gablotę przy Roosevelta zdobiłby okazały puchar...

MAREK DZIECHCIARZ

Najnowsze artykuły

W sobotę prezentacja! Obecność obowiązkowa!
Wydarzenia / 18.07.2019 15:42

W sobotę prezentacja! Obecność obowiązkowa!

Więcej
Poznaliśmy numery nowych zawodników
Wydarzenia / 18.07.2019 12:00

Poznaliśmy numery nowych zawodników

Więcej
Paweł Raczkowski będzie sędziował mecz Górnika z Wisłą
Wydarzenia / 18.07.2019 11:20

Paweł Raczkowski będzie sędziował mecz Górnika z Wisłą

Więcej
Porażka rezerw z Odrą Wodzisław
Wydarzenia / 18.07.2019 11:08

Porażka rezerw z Odrą Wodzisław

Więcej
Jerzy Gorgoń kończy 70 lat
Wydarzenia / 18.07.2019 08:34

Jerzy Gorgoń kończy 70 lat

Więcej
Trwa sprzedaż biletów na mecz z Zagłębiem
Wydarzenia / 18.07.2019 10:34

Trwa sprzedaż biletów na mecz z Zagłębiem

Więcej