Górnik ZabrzeOfficial Site
Ekstraklasa
https://www.pgg.pl/kontakt/dane-teleadresowehttp://um.zabrze.pl/http://hummelsport.plhttps://www.sts.pl/?utm_source=kampania&utm_medium=baner&utm_content=logo_top&utm_campaign=GornikZabrze

Kartka z kalendarza: Zdarzyło się 26 czerwca

26/07/2020 08:56 Autor: Górnik Zabrze powrót do listy
Kartka z kalendarza: Zdarzyło się 26 czerwca

Sześćdziesiąt lat temu przyszedł na świat Krzysztof Baran, napastnik Górnika z lat osiemdziesiętych. Z jakim dodatkowym wydarzeniem łączy się dzisiejsza data? W 1968 roku zabrzanie rozpoczęli rywalizację w prestiżowym Hexagonal Cup. Jak skończyła się rywalizacja? O tym poniżej. 

26 lipca 1968 roku zabrzanie rozpoczęli rywalizację w bardzo silnie obsadzonym Hexagonal Cup w Bogocie, który zakończył się przywiezieniem do Zabrza okazałego pucharu. W pierwszym meczu Górnik pokonał wielokrotnego mistrza Kolumbii, miejscowy Santa Fe 3:1. Dwie bramki dla naszego kluby zdobył Zygfryd Szołtysik, jedną dorzucił Włodzimierz Lubański. 


W 1986 roku urodził sie Gabriel Nowak. Pomocnik o sporym potencjale i umiejętnościach, któremu w szerszym zaistnieniu w Górniku przeszkodziły kontuzje. Wychowanek ROW-u Rybnik do Zabrza trafił z GKS-u Katowice wiosną 2011 roku. W barwach 14-krotnego Mistrza Polski zliczył 11. ligowych występów, głównie w charakterze zmiennika. 

Sześdziesiąt lat kończy dzisiaj Krzysztof Baran, piłkarz, który był ważną postacią Górnika lat 80-tych. Poniżej prezentujemy artykuł autorstwa Marka Dziechciarza, przybliżający sylwetkę piłkarza. 

Nie został gimnastykiem

Gdy w 1968 roku dziewięcioletni Krzyś Baran zaczynał treningi w warszawskiej Gwardii, czy mógł marzyć, że kiedyś będzie oklaskiwany po strzeleniu efektownego gola na stadionie największego europejskiego klubu? Dlaczego nie. Wszak życie to zbiór wielu przypadków, a tych w dorosłym życiu Krzysztofa Barana nie brakowało...
Wychował się na warszawskim Mokotowie. Ojciec był wielkim kibicem stołecznej Gwardii, a mały Krzyś przejawiał spory piłkarski talent, więc nic dziwnego, że pierwsze futbolowe kroki stawiał właśnie tam. Był bardzo sprawny fizycznie i działacze Gwardii zaproponowali aby trenował... gimnastykę. Wytrzymał rok, ale to nie było dla niego. Wrócił do piłki. W wieku 16 lat załapał sie do reprezentacji juniorów. Trochę pomógł przypadek. Kadra wyjeżdżała do NRD, brakowało napastników a on akurat był na treningu. Pierwszy mecz właśnie z NRD - ławka, ale w drugiej połowie trener kazał mu się rozgrzewać. Wszedł w 66 minucie. Akurat Polacy mieli egzekwować rzut wolny. Ustawił piłkę na 35 metrze, uderzył i było 1:1. Piękny debiut!

Ciężka ręka bramkarza

W wieku 16 lat trafił do pierwszej drużyny Gwardii. Debiutował w II lidze (obecna pierwsza). Wcześniej oczywiście był chrzest - tradycyjny - na kolano i w tyłek! Wszyscy, po kolei. Ale zapamiętał jednego klapsa - od Pocialika -bramkarza, który rękę miał ciężką. Siedzenie bolało, ale w sercu była radość! Zaczęły się oczywiście pieniądze i to niemałe. Przy ówczesnej średniej 3 000 jego zarobki wynoszące 8 000, to była duża kasa! Woda sodowa mogła uderzyć do głowy. I uderzyła. Kluby studenckie - Stodoła, Hybrydy, a tam zabawa, piwko i szampan. W 1978 roku na rozgrywanych w Polsce Mistrzostwach Europy do lat 18-stu zdobył z reprezentacją Polski brązowy medal. Zaczynał być postacią znaną, a znani mają to do siebie, że przez ich życie zaczyna przewijać się wielu nowych znajomych. Przewijał się alkohol, przewijali się i ludzie. Poznał Gąsowskiego, muzyków z Lady Pank, z którymi mocno się zaprzyjaźnił. I oczywiście zabawy z kolegami z zespołu. Te nocne integracje bardzo pomagały na boisku. I to sławetne trio – Baran, Banaszkiewicz, Dziekanowski.
W 1981 roku zaliczył debiut w reprezentacji Polski w meczu z Japonią w Tokio. W sumie na tamtym tournee zagrał jeszcze dwa razy i na następne 5 lat rozstał się z kadrą... Krótko po wprowadzeniu stanu wojennego wziął ślub z Basią. Miała 19 lat, on 21. W drodze na świat był pierworodny syn, Robert.

"Dyskretna opieka" MO

Niestety ale fajna atmosfera w Gwardii zaczęła sie psuć. Po prostu rozpoczął sie rozpad drużyny. W pewnym momencie działacze przestraszyli się chyba, że drużyna za daleko zajdzie. Zaczęły się nagonki. Baran akurat otrzymał mieszkanie - a to należało uczcić parapetówką. Oni rozstawiali dookoła wtedy policję. No i zrobili z tego aferę. Bo ktoś wszedł do samochodu, pojechał... No, wszystko założyli z góry. Milicyjne kluby nie takie afery tuszowały. Ale teraz nagłośnienie sprawy było im na rękę. Resort zaczął kolejno pozbywać sie najlepszych piłkarzy. Mógł iść do Legii, ale stwierdzili, że go nie puszczą. Bo nie! Lubili straszyć. Zawsze powtarzali, że jak będzie coś nie tak, to jednostka czeka. Człowiek się bał. A nuż wyląduje w karnej kompanii... Milicja to była milicja. Zawsze coś mogli wykombinować I tak w 1983 roku trafił do ŁKS-u. Za ile? Nigdy sie nie dowiedział, ale podobno była to duża kwota.

Król życia

 Na "zagospodarowanie" dostał 2,5 mln zł - równowartość 250 dobrych pensji! Ale pół roku mieszkał w Grand Hotelu. Najpierw sam, później dojechała żona z synem. Potem otrzymał mieszkanie klubowe - cztery pokoje, 62 m z balkonem. Rodziły sie kolejne dzieci - trójka. Zarabiał jeszcze więcej. Żonie dawał co chwilę, żeby mu nie przeszkadzała. Na tamte czasy pięć tysięcy to było sporo, ale wolał powiedzieć „masz i mi nie przeszkadzaj”. I wszyscy było szczęśliwi, żona szła na zakupy a on mógł balować dalej. Relacje zaczęły się psuć dopiero, jak skończyły się pieniądze. W ŁKS-ie był pierwszoplanową postacią. Bardzo często nieznajomi ludzie podchodzili i zapraszali: "Chodź, napij się". Odmawiał bo stać go było na to, żeby sobie kupić i wypić we własnym gronie. Często wpadał do łódzkiego "Grandu" - przed meczami - bo zakładali się, kto strzeli gola. I to było motywujące: jak nie strzeli, to będzie musiał stawiać. No i strzelał. I po meczu - bo trzeba było uczcić zwycięstwo lub przełknąć porażkę. A potem znów tańce. I dalej się piło. Były dni, że siedziało się do późnej nocy, a na 9 szło się na trening. I wytrzymywało się. Przez trzy i pół sezonu pobytu w Łodzi zagrał we wszystkich ligowych meczach! I strzelił 26 goli.

Reprezentacyjny...turysta

Dobra gra Krzysztofa Barana nie umknęła uwadze trenera Piechniczka, który kompletował zespół na meksykański mundial i postanowił dać mu drugą szansę. W lutym 1986 roku zagrał świetny mecz z mocnym zespołem Urugwaju i dzięki jego dwóm trafieniom Polska zremisowała w Montevideo 2:2.Urugwajska praso po tym meczu pisała "Biała strzała nie do zatrzymania". Potem zagrał z Hiszpanią i otrzymał powołanie do 24-osobowej kadry na MŚ w Meksyku. Ale ostatecznie jechać miało 22 piłkarzy. I Baran pojechał - ale jako...turysta, na zaproszenie jakiejś firmy. Dwa tygodnie pobytu, może to było jakieś pocieszenie. Był wtedy w dobrej formie i jednak żal pozostał. A Piechniczek nigdy o swojej decyzji z nim nie rozmawiał. Dlatego zdziwił się, że dzięki niemu znalazł sie w Zabrzu.

Górnik przodowy

Miał wiele propozycji z innych klubów, ale ta z Górnika okazała sie najbardziej konkretna. No, i na ten transfer nalegał Piechniczek. Za trzyletni kontrakt Zabrzanie dali ŁKS-owi prawie 20 mln zł i kilkanaście talonów na samochody. Otrzymał  etat w kopalni Bielszowice, ale na dole byłe tylko raz - turystycznie w Wieliczce. Zarabiał jeszcze więcej niż w ŁKS-ie, około 15 średnich krajowych. Wygrywając mecz, dostawał dodatkowo 300 tys. zł premii, a prawdziwy górnik zarabiał w kopalni około stu tysięcy miesięcznie. Dużo zarabiał i tak jak wcześniej, dużo wydawał, nie myślał jeszcze o potrzebie odkładania na przyszłość. Kupił Ładę, choć chciał Poloneza, ale talony były akurat na cudo radzieckiej motoryzacji. Transfer nie wzbudził entuzjazmu kibiców, wiadomo - Warszawiak. No i piłkarze Górnika to byli poukładani chłopcy, a Krzysiek taki bardziej rozrywkowy. I faktycznie początki na Śląsku nie były różowe. Byli tacy, którzy twierdzili, że ten transfer to dywersja, bo zamiast pomagać drużynie - przeszkadza. Tylko trzy celne trafienia jesienią zdawały sie potwierdzać tą opinie, ale osiem goli wiosną sprawiło, że piłkarz został zaakceptowany a Górnik zdobył czternasty mistrzowski tytuł. Dla Barana był to w jego karierze pierwszy. W następnym sezonie do tego trofeum dorzucił jeszcze Superpuchar i... .zamarzył o grze na zachodzie. Co ciekawe, gdy przychodził do Zabrza miał obiecane dwa talony na auto. Na początku dostał jeden, a półtora roku później miał otrzymać kolejny. Jednak kiedy pojawiła się propozycja wyjazdu do greckiej Larissy zakomunikowano mu, że może odejść, pod warunkiem, że zrzeknie się drugiego talonu. Nie robił problemu. Zabrał rodzinę i wyjechał do słonecznej Hellady.

Raj utracony

Larissa to był aktualny mistrz swojego kraju. A Polak miał być jego gwiazdą. Kiedy wchodził na boisko kibice krzyczeli "Witaj, królu". W sklepach dostawał wszystko za darmo. Raj, tylko gorąco, pić się chce, no i pił, dziennie jakieś 15 piw. Narodowego trunku Greków - Metaxy - też próbował, ale zdecydowanie wolał czystą. Rano trening, a później albo tawerna, albo plaża. Zawsze trafił się ktoś znajomy, bo tam było dużo Greko-Polaków. Żona problemów nie robiła, bo chociaż pił dużo, nie było po nim widać. Larissa była dobrym zespołem, choć zdarzały się w Grecji niesamowite przekręty. Kręcili tym przede wszystkim piłkarze. Był taki mecz, gdzie jego zespół prowadził do przerwy 3:0 i zremisował 3:3. W drugiej połowie koledzy nagle przestali go zauważać. I w finale zespół rywala utrzymał sie w lidze. Kibice byli wściekli, bo widzieli co się dzieje, ale do niego nikt pretensji nie miał. Po zwolnieniu trenera Taborskyego, Grecy zatrudnili Marcina Bochynka, z którym pracował w Zabrzu. Jednak pomału dla Barana powoli zaczęło brakować miejsca. Coraz częściej siadał na ławce. Miał przejść do zespołu z Cypru, ale nic z tego nie wyszło, bo znalazł się bułgarski napastnik, dużo od niego tańszy. I po dwóch latach wrócił do kraju. W walizce miał kilka koszulek i 22 tysiące dolarów. Postanowił skończyć karierę.

Spadanie 

Niestety ale trybu życia nie zmienił i w 1994 skończyły się pieniądze. Kopał co prawda piłkę w III-ligowym Włókniarzu Pabianice i żył nadzieją transferu do Francji, który ktoś mu obiecał załatwić. Nie z tego nie wyszło. Potem był ten nieszczęsny mecz z Terpolem Sieradz, gdzie niefortunnie już w 3 minucie strzelił samobója. Kibice chcieli go zlinczować. I to był koniec kariery. Zaczął chorować, żona odeszła.
Niestety, musiał opuścić mieszkanie. Przeprowadzili się do kamienicy bez wygód w gorszej dzielnicy. A potem był rozwód. Zgodził się na obopólną winę, choć żona nie ukrywała, że kogoś ma. Ale miał świadomość, że przez lata to on ją zaniedbywał.
Trafił do AA. Chodził na spotkania przez rok czasu, bez żadnego przymusu. Zobaczył, że takie problemy mają również inni, i to nie tylko ci z marginesu społecznego. Ta kuracja go wzmocniła. Rozpoczął pracę w zakładach mięsnych. Chodził na 5 rano. Pracował w chłodni, nosił ciężkie skrzynie. No i wróciły kłopoty z kręgosłupem. Od wielu lat już nie pracuje. Zwyrodnienie, usunięcie kręgu. Miał cztery operacje, wszczepiono mu endoprotezę biodra. Teraz czeka na drugą, bo boli tak , że często nie można wytrzymać bez proszków. Doskwiera samotność. Ma czwórkę dzieci, wnuki, ale kontakt z nimi jest różny. Prawdziwym przyjacielem okazał sie kolega z ŁKS-u - Juliusz Kruszankin. Cały czas starał się pomagać. Z jego pomocą chciał otworzyć fundację dla byłych zawodników, którzy mają problemy ze zdrowiem, z niewyleczonymi kontuzjami. Najgorsze jest to, że nie ukończył szkoły. Nawet zawodówki. To bardzo ogranicza. Próbował wrócić do Gwardii. Chciał prowadzić młodzież i mieszkać w pokoiku przy boisku. Mieszkał tam kiedyś jego partner z ataku - Marek Banaszkiewicz. Kiedy zmarł, chciał go zastąpić. Obiecali, że się skontaktują. Obiecali...W 2005 r. na ŁKS-ie były derby Łodzi. Miał zagrać w przedmeczu oldbojów. Ale organizatorzy jakoś o nim zapomnieli.

Bez happy endu

Znalazł prace jako instruktor A-klasowego Rudzkiego Klubu Sportowego. Za śmieszne pieniadze, do tego niewiele ponad 500 renty. Czasem cos dorzuci opieka społeczna..., ciężko. Na mecze nie chodzi. Nie chce mieć z nikim kontaktu. Duma nie pozwala chodzić i prosić, żeby ktoś mu coś załatwił. Ale z perspektywy czasu twierdzi że niczego nie żałuję. Życie ma się jedno. A teraz już nie zmieni nic z tego co przeżył i nikt mu tego nie odbierze.

Krzysztof Baran  w 1978 roku wywalczył brązowy medal mistrzostw Europy juniorów. W reprezentacji Polski wystąpił 10 razy, strzelił cztery gole. W ekstraklasie zagrał 220 mecze, zdobył 55 goli. Był mistrzem Polski z Górnikiem Zabrze, dla którego zagrał 60 spotkań, 14 razy wpisując sie na listę strzelców. W greckiej Larissie rozegrał 36 meczów, zdobywając 3 gole.

Życzymy zdrowia i pomyślności !


Autor: Bartomiej Perek/Marek Dziechciarz

Najnowsze artykuły

Urodziny Ryszarda Komornickiego. Sto lat!
Wydarzenia / 14.08.2020 10:38

Urodziny Ryszarda Komornickiego. Sto lat!

Więcej
Wspomnienie: Jerzy Wilim
Wydarzenia / 14.08.2020 10:34

Wspomnienie: Jerzy Wilim

Więcej
W piątek kasa nieczynna. Odbiór karnetów od poniedziałku
Wydarzenia / 14.08.2020 09:38

W piątek kasa nieczynna. Odbiór karnetów od poniedziałku

Więcej
Galeria zdjęć z meczu Górnik - Jagiellonia
Wydarzenia / 14.08.2020 07:56

Galeria zdjęć z meczu Górnik - Jagiellonia

Więcej
Bartosz Nowak: Najważniejsze jest zwycięstwo
Wydarzenia / 14.08.2020 00:06

Bartosz Nowak: Najważniejsze jest zwycięstwo

Więcej
Skrót meczu Górnik - Jagiellonia
Wydarzenia / 13.08.2020 23:50

Skrót meczu Górnik - Jagiellonia

Więcej