GÓRNIK ZABRZE

Pojedynek z przeszłości: Czwarte Mistrzostwo świętowaliśmy w Szczecinie

24 maj 2024 | 10:30

Jutro Górnik zmierzy się z Pogonią po raz setny na ligowych boiskach. W przeszłości nie brakowało pasjonujących i ważnych meczów. Jak ten w sezonie 1962/63, kiedy to właśnie wyjazdowe starcie w Szczecinie zadecydowało o czwartym tytule Mistrza Polski dla Górnika.

Sezon 1962/63 był dla polskiego futbolu historyczny. Po raz pierwszy rozgrywki ligowe toczyły się systemem jesień-wiosna.  Natomiast dwudziestego pierwszego kwietnia 1963 roku zadebiutował w meczu ligowym Włodzimierz Lubański. To wydarzenie miało miejsce w Zabrzu w spotkaniu Górniaka z Arkonią Szczecin. A piłkarz miał wówczas zaledwie 16 lat i 52 dni!

Odzyskać mistrzostwo

Do rozgrywek w nowej formule Górnik przystąpił jako wicemistrz Polski. Działacze postawili przed ekipą trenera Ewalda Cebuli jasny cel: odzyskanie mistrzowskiej korony!. Największym rywalami do końcowego sukcesu był Ruch, Zagłębie Sosnowiec i Polonia Bytom. Czyli prawie po sąsiedzku… Nasza ekipa rozpoczęła sezon od siedmiu kolejnych zwycięstw. Wydawać by się mogło, że najgroźniejsi kontrkandydaci mogli w tym wyścigu tylko oglądać plecy przyszłego mistrza, ale tak nie było, bowiem ich punktowe straty były na poziomie 3-4 „oczek”.  I tak było do końca rundy jesiennej. Górnik zameldował się na półmetku jako pierwszy ale nie ulegało wątpliwości, że wiosenna walka o krajowy prymat będzie do końca zacięta.

Uniknąć nerwowej końcówki

Wiosną zabrzanie imponowali swoją grą, ulegając tylko Lechowi w Poznaniu i remisując z Wisłą w Krakowie. W pozostałych meczach zgarniali komplet punktów. Po dwudziestu trzech kolejkach wyprzedzali aż o pięć punktów Ruch (wówczas za zwycięstwo przyznawano dwa).  Liga liczyła czternaście zespołów, więc do końca rozgrywek pozostały tylko trzy kolejki. Właściwie tylko jakiś kataklizm mógł „odebrać „Trójkolorowym” tytuł, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że w przedostatniej kolejce Górnicy mieli rywalizować z Ruchem …. Plan był więc prosty, należało w najbliższym spotkaniu wygrać z Pogonią w Szczecinie i już ze spokojem obserwować końcówkę ligowych zmagań. To miała być dopiero szósta potyczka naszego zespołu z „Portowcami” i bilans dla gospodarzy najbliższego meczu był fatalny: jeden remis i cztery porażki!  Zespół Pogoni zapewnił już sobie ligowy byt ale chciał się w rywalizacji z pretendentem do tytułu pokazać swoim kibicom z jak najlepszej strony.

Początek dla gospodarzy

Na szczecińskim stadionie zasiadło piętnaście tysięcy widzów żądnych zwycięstwa swoich ulubieńców, aczkolwiek faworytem rywalizacji był Górnik. Gospodarze od początku żwawo ruszyli do ataku i pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do nich. Szczególnie mocno zabrzańskiej defensywie dawał się we znaki duet Gacka-Krasuski, jeden ze strzałów tego pierwszego trafił w poprzeczkę zabrzańskiej bramki. Potem szczecinianie niego zwolnili grę, jednak nadal mieli przewagę. W siedemnastej minucie tylko znanym sobie sposobem Hubert Kosta obronił po strzale Kielca  piłkę zmierzającą w okienko bramki. Te sytuacje mogły lada moment skończyć się bramką dla miejscowych, tym bardziej, że piłkarze Górnika grali w tym okresie bardzo statycznie. Dopiero ostatnie piętnaście minut zmagań przyniosło wyrównanie gry, lecz wysiłki Pohla i kolegów do przerwy nie przyniosły żadnych rezultatów.

Najmłodszy daje sygnał

Można się tylko domyślać co powiedział trener Cebula zawodnikom, bowiem na drugą połowę wyszli zupełnie odmienieni. Od początku zaatakowali, wzbudzając konsternację wśród piłkarzy Pogoni, dla których ta zmiana sposobu gry była dużym zaskoczeniem. W pięćdziesiątej piątej minucie kibice obejrzeli akcję Górnika, której bohaterami byli piłkarze, których dzieliło 16 lat!  Ernest Pohl przejął piłkę na środku boiska, podciągnął ja do przodu i wyłożył na szesnasty metr Włodkowi Lubańskiemu a ten mocnym uderzeniem umieścił ją w szczecińskiej bramce. To było już czwarte celne trafienie nastolatka, rozgrywającego dopiero swoje szóste ligowe spotkanie!  Utrata gola jeszcze bardziej zdeprymowała „Portowców”, którzy w tym momencie przestali wierzyć w możliwość odniesienia zwycięstwa. Na boisku dominowali goście a dalsze zdobycze bramkowe były tylko kwestią czasu.  W sześćdziesiątej drugiej minucie Erwin Wilczek w łatwy sposób przedrylował Fijałkowskiego i strzałem w okienko podwyższył wynik na 2:0. Szkoda, że   kilka minut później znakomitej sytuacji nie wykorzystał Zygfryd Szołtysik… W ostatnim kwadransie gry spotkanie się nieco wyrównało, bowiem Górnicy już pewni swego, wyraźnie zwolnili tempo gry. Kiedy już wszyscy oczekiwali na końcowy gwizdek arbitra,  Pogoń przeprowadziła skuteczną akcję. Gacka oddał strzał z 16 metrów, Hubert  Kostka nie zdołał złapać piłki, wybijając  ją w pole gdzie czekał Kielec, który pokonał bramkarza Górnika.  Dwie minuty później sędzia zakończył spotkanie. Dwa zdobyte punkty sprawiły, że na stadionie w Szczecinie dwie kolejki przed finiszem rozgrywek  „Trójkolorowi” mogli świętować czwarte mistrzostwo. Tym samym w polskim futbolu rozpoczął się pięcioletni okres supremacji Górnika.

Górnik zagrał w następującym składzie:

Hubert Kostka - Waldemar Słomiany, Stanisław Oślizło, Stefan Floreński - Edward Olszówka,  Karol Kapciński,  Erwin Wilczek, Zygfryd Szołtysik – Ernest Pohl, Włodzimierz Lubański, Joachim Czok

Autor: Marek Dziechciarz